Archiwum kategorii: Racja stanu

Papieska Msza poranna: czy da się miłować nieprzyjaciół?

źródło: http://pl.radiovaticana.va , 2014.09.11

1_0_824687Jedynie mając miłosierne serce możemy naśladować Jezusa, a chrześcijańskie życie nie może zamykać się w sobie, lecz ma być darem aż do końca. To stwierdzenie stanowiło centrum papieskiej homilii podczas porannej Mszy w kaplicy Domu św. Marty. Franciszek odniósł się w ten sposób do mowy Jezusa z dzisiejszej Ewangelii, która zaczyna się w szokujący dla słuchaczy sposób: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół” (Łk 6, 27).

Papież zwrócił uwagę na ewangeliczne zwroty: miłujcie, dobrze czyńcie, błogosławcie, módlcie się. Oznacza to dawanie siebie, swojego serca, i to właśnie tym, którzy są naszymi nieprzyjaciółmi. Na tym polega nowość Ewangelii, bo przecież nie jest niczym szczególnym czynienie dobra tym, którzy i nam dobrze czynią. 

„Ktoś powie: «Ależ ja nie jestem w stanie tak czynić!». Jeśli nie jesteś w stanie, to twoja sprawa, ale taka jest chrześcijańska droga! Tak uczy nas Jezus. Skąd więc brać nadzieję? Trzeba iść drogą Jezusa, czyli drogą miłosierdzia: bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec niebieski. Jedynie mając miłosierne serce możemy wykonać to, co radzi nam Pan. I to aż do końca. Chrześcijańskie życie nie jest samoodniesieniem; to życie, które wychodzi od siebie, by dać się innym. To dar, miłość, a miłość nie zamyka się na samej sobie, nie jest egoistyczna, lecz daje siebie” – powiedział Papież. 

Być miłosiernym oznacza także nie sądzić – kontynuował Ojciec Święty. Przypomniał zarazem powtarzane przez nas słowa Modlitwy Pańskiej: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. I dodał: „Jeśli sam nie umiem przebaczać, jak mogę prosić Ojca o przebaczenie?”.

„Takie jest chrześcijańskie życie. Ktoś powie: «Ależ to głupota!». Owszem, przecież słyszeliśmy w tych dniach, jak św. Paweł mówił to samo o «głupstwie Chrystusowego Krzyża», które nie ma nic wspólnego z mądrością tego świata. Czy to oznacza, że bycie chrześcijaninem zakłada w pewnym sensie stanie się głupcem? W pewnym sensie tak. Oznacza rezygnację ze sprytu tego świata, by czynić to wszystko, co polecił nam Jezus i co w końcowym rozliczeniu wydaje się wypadać na naszą niekorzyść” – powiedział Papież. 

A zatem naśladowanie Jezusa to wielkoduszność, hojność, dawanie siebie bez ograniczeń – zaznaczył Franciszek. I przyznał, że nie jest to droga łatwa, jeśli nie otworzymy się na Bożą łaskę. 

„Tu przychodzi modlitwa, którą powinniśmy odmawiać każdego dnia: «Panie, daj mi łaskę stania się dobrym chrześcijaninem, bo sam nie dam rady». Przeczytanie tych słów Ewangelii po raz pierwszy budzi dosłownie strach. W takim razie odczytajmy ten szósty rozdział św. Łukasza po raz drugi, trzeci czy czwarty, prosząc Pana o łaskę zrozumienia, co to znaczy być chrześcijaninem, a także, by On uczynił z nas chrześcijan. Bo sami nie damy rady” – powiedział Franciszek. 

tc/ rv

Niemcy sprzedały Ukrainę, Bałtów i Polskę

źódło: Niezalezna.pl, 2014.08.27

Oświadczenia Angeli Merkel brzmią po prostu przerażająco. Żadnych baz NATO w Polsce, żadnej tarczy antyrakietowej, a jeżeli Ukraina chce pokoju, powinna poddać się Rosjanom, czyli musi przestać walczyć, tolerując zagarnięcie części jej terytorium. Rosjanie mogą wysyłać broń i wojsko na obce terytoria, byle tego nie nazywali wojną. Dla kanclerz Niemiec ważniejsze są porozumienia z Rosją niż gwarancje w ramach NATO i przestrzeganie cywilizowanych zasad.

Zastanawiam się, czy zamiast demonstracji przed rosyjskimi ambasadami i konsulatami nie powinniśmy organizować ich dzisiaj przed niemieckimi. Prawdziwym podpalaczem Europy staje się dzisiaj nie Moskwa, po której absolutnie nic dobrego nikt rozumny nie może się spodziewać, lecz Niemcy, które dają Putinowi zielone światło do napadów, mordowania i brutalnego łamania praw człowieka.

Ukraińcy nie mają wątpliwości: jeżeli chcą ocalić niepodległość i całość terytorium, muszą uzbroić armię, zamienić społeczeństwo na militarne, na wzór szwajcarskiego, i bić się do zwycięstwa. Niestety, w Polsce jest jeszcze dosyć zdrajców i idiotów, którzy liżąc schody berlińskich urzędów, chcą załatwić sobie pozycję w Europie. Szczególnie ich dużo w elitach rządzących. Możemy za to zapłacić bardzo wielką cenę. Dla Niemców aspiracje mieszkańców Europy Środkowej są tak samo niebezpieczne jak dla Rosjan. Pozbawiają ich decydującego głosu na naszym kontynencie. To, że wolą to robić innymi metodami i być może bez Putina, nie zmienia ich ostatecznych celów, które mieliśmy w ostatnich dniach okazję  zobaczyć.

Jedyną szansą na utrzymanie niepodległości jest wzajemne wsparcie narodów naszego regionu zarówno militarne, jak i polityczne, w ramach UE, ale przede wszystkim porozumienie się z USA – póki Amerykanie mają wolę w tej sprawie. Polityka Berlina ich do tego zniechęca, ale wyraźny sygnał z tej części świata może naprawdę pomóc. Oczywiście z obecnymi władzami w Polsce wiele zrobić się nie da. Czas pokazać, że Polacy, podobnie jak Ukraińcy, potrafią wziąć swoje sprawy we własne ręce.

GLORIA VICTIS! Chwała niepokonanym!

źródło: NaszDziennik.pl, 2014.08.01

Powstanie Warszawskie. Ostatni, ale jakże potężny akord Polskiego Państwa Podziemnego. Kulminacja zbrojnego wysiłku całego Narodu podczas pięciu lat straszliwej okupacji. I głos wolnych Polaków, niepodległych duchem i silnych wiarą, że miłość żąda ofiary.

450,253,195ab677a81d7c580b63f4072dc1cfa35094b3a5

Żołnierze z batalionu „Kiliński” 20 sierpnia 1944 r. wchodzą do zdobytego po ciężkich walkach budynku PAST-y przy ul. Zielnej 37/39 Zdjęcie: Eugeniusz-Lokajski Muzeum Powstania Warszawskiego/

To w imię tej miłości wznieśli się na niezwykłe wyżyny bohaterstwa i heroizmu. Nie pytali, czy warto, czy to się opłaci. Poszli, bo nie wyobrażali sobie, że można postąpić inaczej, gdy chodzi o imponderabilia: o honor, godność, prawo do wolności. Powstańczy zryw Warszawy nie był dziełem przypadku ani decyzją straceńców, ale przygotowywaną od dawna przez dowództwo Armii Krajowej operacją militarną. Z szansą na zwycięstwo. Gdyby nie opuszczenie nas przez sprzymierzone potęgi i zbrodnicze podanie sobie rąk przez Hitlera i Stalina pod Warszawą w 1944 roku w furii zniszczenia Polski, zawsze przeszkadzającej sąsiednim potencjom, walka o stolicę zakończyłaby się inaczej.

Drodzy Powstańcy, składamy najwyższy hołd Niepokonanym, pokoleniu, które umiało pięknie żyć, a gdy trzeba było – umierać za Polskę. Za chrześcijański kształt naszej wolności.

Wasza misja trwa. W czasach erozji wartości, wypłukiwania patriotyzmu potrzebujemy świadectwa, które daliście podczas 63 dni walk w stolicy. Popioły ofiarnego stosu powstańczej Warszawy nie ostygły. Żarzy się w nich ogień, który będzie rozpalał serca następnych pokoleń.

 

Alfabet Powstania Warszawskiego

źródło: NaszDziennik.pl, 2014.08.01

450,253,5cdb7b9a0b00b13583db20d3ce0e0353dbf94a37„ANTEK ROZPYLACZ” – pseudonim Antoniego Szczęsnego Godlewskiego, syna wicewojewody i starosty warszawskiego, wychowanka Sióstr Nazaretanek w Nowogródku i Ojców Jezuitów w Chyrowie, szczęśliwego posiadacza pistoletu maszynowego Sten, od którego otrzymał tenże pseudonim. Według wspomnień przyjaciół: „bardzo, bardzo odważny, sympatyczny, koleżeński, przystojny nieprawdopodobnie, świetny żołnierz”. Zginął w ósmym dniu Powstania, w pobliżu bramy przy Al. Jerozolimskich 23 (obecnie 29). Miał 21 lat. Kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari. Jest symbolem bohaterstwa młodych powstańców.

BUTELKA ZAPALAJĄCA – szklana butelka wypełniona płynem zapalającym, najczęściej benzyną i olejem. Jej rozbicie powodowało zapłon. W Powstaniu używana jako skuteczna broń przeciwpancerna, jedyna produkowana masowo. Na Starym Mieście, w kamienicy Fukierów, przygotowano ich 12 tysięcy. Niemcy nazywali powstańcze butelki „koktajlami Montera” (od pseudonimu dowódcy Powstania).

CZOŁG-PUŁAPKA – zdobyty przez powstańców pojazd niemiecki, którego niespodziewany wybuch 13 sierpnia na ulicy Kilińskiego na Starym Mieście zabił ponad 300 osób, w tym około 160 żołnierzy AK. Było to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w czasie powstańczej obrony Starówki. W rzeczywistości zdobyty pojazd nie był czołgiem, jak myśleli powstańcy, lecz ciężkim transporterem ładunków wybuchowych Borgward IV, należącym do specjalnego 302. Batalionu Pancernego, i był wyładowany 450 kilogramami materiałów wybuchowych.

DRAPACZ CHMUR – czyli Prudential, nowoczesny, w stylu art deco, żel- betowy, 16-piętrowy, ówcześnie najwyższy w Polsce i drugi w Europie wieżowiec, siedziba angielskiego Towarzystwa Ubezpieczeń Prudential (Przezorność). Brawurowo zdobyty 1 sierpnia przez żołnierzy Batalionu AK „Kiliński”, którzy zatknęli na dachu budynku biało-czerwoną flagę. W szturmie wziął udział dowódca batalionu, przed wojną jeździec-olimpijczyk, rtm. Henryk Roycewicz „Leliwa” ze swym pocztem. Na szczycie drapacza żołnierze stanęli w dwuszeregu i prezentując broń, odśpiewali „Warszawiankę”. „Widok biało-czerwonej flagi powiewającej dumnie i po raz pierwszy od pięciu lat nad miastem robił niezapomniane wrażenie” – wspominał generał „Bór”.

ELEKTROWNIA – na Powiślu została zdobyta przez oddziały Wojskowej Służby Ochrony Powstania kpt. Stanisława Skibniewskiego „Cubryny” rankiem 2 sierpnia. Przez miesiąc dostarczała prąd powstańczej Warszawie. Niemcy zbombardowali zakład 4 września, a następnego dnia wyparli z niego powstańców.

FILIPINKA – polski konspiracyjny granat zaczepny, zaprojektowany w 1940 roku przez byłego pracownika wytwórni amunicji w Rembertowie Edwarda Tymoszaka „Filipa Tarłę”. Był produkowany seryjnie przez zakonspirowane warsztaty w Warszawie, Krakowie i Rudniku nad Sanem. Choć z powodu trudnych warunków produkcji nie wszystkie filipinki działały, powstańcy użyli ich kilkanaście tysięcy. W walkach ulicznych okazały się bardzo skuteczne.

GOŁĘBIARZ – tak w czasie Powstania nazywano niemieckich strzelców wyborowych (snajperów). Określenie pochodzi z gwary warszawskiej, w której oznaczało złodzieja suszących się na strychach ubrań i bielizny. Stanowiska strzelców znajdowały się na dachach i strychach, a także na wyższych budynkach (PASTA, wieże Pawiaka, wieżyczki mostu Poniatowskiego). Gołębiarze byli szczególnie niebezpieczni dla łączniczek, harcerskich listonoszy i zwykłych przechodniów.

HARCERSKA POCZTA POLOWA – na pomysł jej utworzenia wpadł w pierwszych godzinach Powstania szef Głównej Kwatery Szarych Szeregów, harcmistrz Kazimierz Grenda „Granica”, który zauważył, że po rozpoczęciu walk jednym z głównych problemów warszawiaków stał się brak wiadomości i niepokój o najbliższych. Służbę w Harcerskiej Poczcie powierzono „Zawiszakom”, czyli najmłodszym członkom Szarych Szeregów, liczącym 12-15 lat. Mali listonosze, zwani „roznosicielami radości”, dostarczali dziennie od 3 do 6 tysięcy przesyłek. Listy nie mogły zawierać więcej niż 25 słów i były cenzurowane.

IRINGH MIROSŁAW „STANKO” – dowódca 535. plutonu „Słowaków” podległego Armii Krajowej, walczącego w Powstaniu w Zgrupowaniu „Kryska” na Czerniakowie. Słowacy nosili na prawym ramieniu biało-niebiesko-czerwone opaski z godłem narodowym Słowacji. Oddział liczył około 60 ludzi, oprócz Słowaków służyli w nim także Polacy i Gruzini.

JUNKERS JU 87 STUKA – słynny sztukas, niemiecki bombowiec nurkujący. 23 sierpnia w samo południe nadleciały nad Starówkę cztery sztukasy ze stacjonującego na Okęciu klucza pod dowództwem leutnanta Hansa Jürgena Klussmanna. Mimo kategorycznego nakazu oszczędzania amunicji pchor. Jerzy Ciszewski „Motz”, mający swoje stanowisko ręcznego karabinu maszynowego w ruinach Ratusza, posłał serię w chłodnicę bombowca, a ten stracił równowagę i runął na kamienicę. Było to jedyne zestrzelenie samolotu wroga przez powstańców.

KUBUŚ – samochód pancerny skonstruowany przez powstańców na polecenie dowódcy zgrupowania walczącego na Powiślu kpt. Cypriana Odorkiewicza „Krybara”. Na kierownika budowy pojazdu wyznaczono plutonowego Józefa Fernika „Globusa”, przedwojennego majstra wydziału mechanicznego PZL-Okęcie. W warsztacie na rogu ulic Tamka i Topiel wykonaniem pancerki na podwoziu ciężarówki Chevrolet 157 znalezionej w zdobytej przez powstańców elektrowni zajął się Walerian Bielecki „Inżynier Jan”, który rozpoczął prace 10 sierpnia. Pokrycie wozu stalowymi blachami, do czego m.in. wykorzystano drzwi do kas pancernych znalezione w magazynie przy ul. Kopernika, zajęło powstańczej ekipie 13 dni. Samochód nazwano „Kubusiem” na cześć żony plut. „Globusa”, lekarki, która nosiła taki pseudonim i zginęła zastrzelona przez Niemców na Mariensztacie podczas ucieczki z płonącego domu. Kubuś wziął udział w dwóch atakach, 23 sierpnia i 2 września, na Uniwersytet Warszawski.

LATAJĄCA FORTECA – Boeing B-17, amerykański ciężki bombowiec dalekiego zasięgu. O godzinie 6.00 rano 18 września w ramach operacji Frantic VII z lotnisk w południowo-wschodniej Anglii wystartowało 110 Latających Fortec z 8. Armii Powietrznej USA i w asyście myśliwców, w szyku bojowym, po sześciu godzinach dotarło nad Warszawę. W południe z wysokości około 5 tysięcy metrów bombowce zrzuciły na Mokotów, Żoliborz i Śródmieście 1250 zasobników, z których powstańcom udało się przechwycić jedynie co czwarty (288). Gdy Latające Fortece pojawiły się nad miastem, „nastąpił wybuch zbiorowego entuzjazmu”, bo wielu myślało w pierwszej chwili, że to desant Pierwszej Brygady Spadochronowej gen. Stanisława Sosabowskiego. Potem pozostało uczucie wielkiego zawodu, bo – jak pisał gen. Tadeusz Bór-Komorowski: „Ludzie zrozumieli, jak wielką pomoc mogliby otrzymać, gdyby nadeszła wcześniej. W pierwszych tygodniach, wówczas gdy trzymaliśmy dwie trzecie miasta – około tysiąca zasobników wpadłoby niewątpliwie w nasze ręce. Z tak dużą ilością broni i amunicji zdołalibyśmy nie tylko uwolnić całą Warszawę, ale również ją utrzymać”. Ten jeden amerykański zrzut dostarczył powstańcom prawie tyle samo sprzętu, co wszystkie loty z Włoch.

„MONTER” – pseudonim płk. Antoniego Chruściela, dowódcy Powstania Warszawskiego. Za udział w Powstaniu awansowany do stopnia generała brygady, po uwolnieniu z obozu jenieckiego pozostał na emigracji. Pozbawiony przez komunistów obywatelstwa polskiego przebywał najpierw w Londynie, potem w Waszyngtonie, gdzie zmarł w 1960 roku. W 60. rocznicę Powstania jego prochy zostały sprowadzone do Polski. Generał został pochowany na cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

NIEPODLEGŁE PAŃSTWO – istniało przez 63 dni w Warszawie w czasie Powstania. W mieście działały legalne polskie władze, administracja, sądownictwo, policja, poczta, partie polityczne, organizacje społeczne i armia. Organizowano opiekę społeczną i medyczną, zapewniano wyżywienie w komunalnych kuchniach. Oficjalnie wydawano i kolportowano gazety różnych stronnictw i organizacji. Audycje nadawały powstańcza radiostacja „Błyskawica” oraz Polskie Radio i były one słyszane w Londynie. W kinie „Palladium” przy ul. Złotej wyświetlano Powstańcze Kroniki Filmowe. W mieście odbywały się przedstawienia teatralne i koncerty.

OBÓZ „GĘSIÓWKA” – obóz koncentracyjny założony przez Niemców w 1943 roku na terenie byłego getta przy ul. Gęsiej, który 5 sierpnia został zdobyty przez plutony „Felek” i „Alek” Batalionu „Zośka” z pomocą czołgu przejętego od Niemców. Z „Gęsiówki” uwolniono prawie 350 Żydów: „Pięć celnych strzałów z polskiego zdobycznego czołgu ’Pantery’ otworzyło drogę do wolności Żydom z Polski, Węgier, Francji, Grecji, Czechosłowacji i Litwy” – mówiono w audycji Polskiego Radia.

PLUJ-ZUPA – lub zupa plujka. Była jedną z potraw, jaką jedli powstańcy, gdy brakowało zapasów żywności. Gotowano ją z jęczmienia zdobytego w magazynach niemieckiego browaru Haberbusch i Schiele przy ul. Krochmalnej 59. Jej jedzenie było bardzo uciążliwe, gdyż ciągle trzeba było wypluwać plewy albo łuski, stąd jej nazwa.

REDUTA MATKI BOSKIEJ – znajdowała się na tyłach Hotelu Polskiego przy ul. Długiej 29. Jej nazwa pochodziła od wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej umieszczonego na elewacji budynku i nieuszkodzonego mimo bombardowań. Powstańcy bronili reduty do 1 września, kiedy musieli wycofać się kanałami do Śródmieścia.

SZAFA – potoczna nazwa nebelwerferów, czyli wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych. Z powodu wydawania przy ich odpaleniu charakterystycznego dźwięku nazywana była także ryczącą krową. Redaktor „Robotnika” Zygmunt Zaremba wspominał, że wzbudzała popłoch. „Przede wszystkim niesamowite wrażenie sprawiał ryk, jaki wydawała przed wyrzuceniem pocisku. […] Działanie tej maszyny nasuwało mi zawsze obraz jakiegoś przedpotopowego potwora, który wyszedł z legowiska na żer i oznajmiał puszczy swe pragnienie krwi i świeżego mięsa. Wszystkie zwierzęta na ten głos, mrożący krew w żyłach, rzucały się w panice do ucieczki. Tak samo ludzie pierzchali na odgłos ’ryczącej krowy’, by po wybuchu, który nastąpił dalej, wyroić się znowu z ukrytą ulgą, że potwór znalazł ofiarę gdzie indziej”.

TEATRZYK „KUKIEŁKI POD BARYKADĄ” – powstał na początku Powstania na Powiślu. Prapremiera przedstawienia odbyła się 16 sierpnia w domu przy ul. Tamka 38. Na widowni zasiadł nawet dowódca Zgrupowania „Krybar” kpt. Cyprian Odorkiewicz. W następnych dniach spektakl pokazywano w piwnicach, bramach, mieszkaniach i podwórkach Powiśla i Śródmieścia.

UMUNDUROWANIE – było bardzo różne. Powstańcy często nosili zwykłe ubrania cywilne, ale podczas koncentracji wszystkim żołnierzom rozdano legitymacje i biało-czerwone opaski z godłem państwowym i literami WP. Były one podstawowym elementem identyfikacyjnym i potwierdzały, że AK jest regularną, a nie partyzancką armią. Jednolicie umundurowani byli np. żołnierze ze Zgrupowania „Radosław” walczący w „panterkach” Waffen-SS zdobytych w niemieckich magazynach na Stawkach. VIS – polski pistolet kal. 9 mm, używany i bardzo pożądany przez powstańców, o czym mówią nawet słowa piosenek: „Pałacyk Michla, Żytnia, Wola,/ Bronią jej chłopcy od ’Parasola’,/ Choć na Tygrysy mają visy – / To warszawiacy, same urwisy!” (J. Szczepański „Ziutek”, „Pałacyk Michla”).

„WARSZAWIAK” – pseudonim Witka Modelskiego, jednego z najmłodszych powstańców. Choć miał zaledwie 11 lat, nigdy się nie wahał i nie bał, a jego odwaga była wyjątkowa. Sprowadził saperów do bronionego przez powstańców Banku Polskiego. Za bohaterstwo został odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany do stopnia kaprala. Nosił mundur i zatknięty za pasem granat ręczny, na głowie francuski hełm. Służył w sławnym Batalionie „Parasol”. Zginął, broniąc ostatniego domu przy ulicy Czerniakowskiej.

„ZOŚKA” – jeden z najsłynniejszych batalionów AK, nazwany tak od pseudonimu hm. Tadeusza Zawadzkiego, pierwszego dowódcy oddziału. Wywodził się z Grup Szturmowych i należał do elitarnych jednostek „Kedywu”. W Powstaniu, pod dowództwem kpt. Ryszarda Białousa „Jerzego”, w składzie Zgrupowania „Radosław” przeszedł najcięższy szlak bojowy Powstania – od Woli, przez Stare Miasto, na Czerniaków, potem Mokotów i Śródmieście. Z około 520 żołnierzy „Zośki” poległo ponad 350.

Dr Joanna Wieliczka-Szarkowa